Był piękny majowy dzień chyba weekend. Ale w miejscu o którym mowa czas zwykł biec inaczej. Czas wieczne dziecię. Izolatkę szpitala wypełniał zapach bzu, kwitnącego za uchylonym oknem. Dało się też słyszeć odgłosy prac rolnych. Marcel leżał grzecznie w łóżku przywiązany doń przez pielęgniarza. Poczciwy stary bimbrownik z dziada pradziada. Miłość do swojego zawodu i lata udoskonalania receptur wymagała częstego urlopowania w tej placówce. Właśnie przeklinał swój los gdy na przeciwległym łóżku ujrzał zielonego stworka. Kur zapiał już gdzieś widziałem tego gościa. Ale tamten był czarny jak ziemia Bronka a ten zielony coś mi nie pasuje. Zielony spojrzał wzrokiem jakiego się Marcel przestraszył. Przybysz zaś powiedział nie jestem twoim delirium. Zdenerwowany Marcel począł się rzucać w łóżku. Napisze skargi do dyrektora  szpitala. Co jest z tobą Marcel zluzuj trochę. Ciesz się że nie ma na moim miejscu jakiegoś posrańca. Przecież i tak nie będą mnie tu trzymać wiecznie. Po za tym trochę wyrozumiałości dla kolorowych. I tak nie mam wyjścia wybełkotał bimbrownik. No dobra zielony ale dlaczego tu jesteś? Tu na ziemi? Czy tu w wariatkowie? To drugie! Żeby ci odpowiedzieć na drugie pytanie musze zacząć od pierwszego. No ale do rzeczy. Zgłosiłem się na ochotnika do misji. Chodziło w niej żeby sprawdzić co wiedzą wasze państwa w kwestii kosmosu. Jak leciałem miałem awarie zamiast dolecieć do celu spadłem do tutejszego parku. Też mi coś powiedział Marcel. Nie masz pojęcia co spada do tego parku. Najczęściej lewizna dla pacjentów. Daj dokończyć powiedział zielony. Grunt że z rozgoryczenia że nie zobaczę ukochanej i swojej planety kopałem zepsuty spodek klnąc  swoim języku. I co? I wtedy dorwali mnie tutejsi pielęgniarze. Zawinęli mnie w kaftanik i lu na izolatkę. Tak na prawdę kto uwierzy wariatą że widzieli statek ufo w szpitalu psychiatrycznym. Prawdę mówisz zielony dadzą dobre prochy i zapomnisz nawet że bimber istnieje. Najgorsze że bardzo tęsknie za swoją planetą i jej ideologią. Ty zielony jak można kochać planetę? U nas to tylko ekolodzy o tym gadają i po za tym niewiele robią. Boga można kochać! Babę też. Ale planetę? Zaczynam myśleć że jesteś zielonym świrem. No dobra Marcel a jak byś żył w społeczeństwie bez wojen i przemocy/? Ja wiem że wtedy by u was zbankrutowali filmowcy i pisarze. po waszych ekranach leje się krew. Ale szacunek i brak strachu przed obcymi naprawdę jest super. Jesteśmy planetą szanujących się stworzeń. Marcel odpowiedział u nas drzewa  otaczają czcią o ile ich deweloper nie spiłuje ha ha. Nagle oczą Marcela ukazała się pielęgniarka w towarzystwie doktora ,gadającego jak zwykle pod nosem. Pacjent poczuł ukłucie .Zrobiło mu się dziwnie. Znał to dali mu lek. Kontem oka spostrzegł że zielonego nie ma. Taki fajny chłop ten zielony pomyślał. Musi tam u niego być pięknie. Tylko kto mi uwierzy że go widziałem.



Komentarze